Witam Cie tu na moim blogu. Jestem Klaudia, gdybyś niewiedział/a jestem 17latką, która mieszkała rok w Szwecji. Jak radzę sobie po powrocie do Polski ? Czy w ogóle sobie radze ? Uważam, że nie. Wpadłam w depresje, fobie szkolną, kłopoty z nauką. Czuję się mega zagubiona i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Stres pokonuje uśmiechniętą miną, tonami jedzenia i płaczem w poduszkę. Jestem pewna, że nie tylko ja tak radze sb z problemami. TEN POST TO NIE JEST PORADNIK jak radzić sobie ze stresem,problemami , przykrymi doświadczeniami, z mega złym samopoczuciem. Ten post to wręcz wyrwana kartka z pamiętnika dziewczyny, która nie radzi sobie w życiu, to tekst osoby, która jest samotna i za równo otoczona przez tłum ludzi, to problem XXI wieku.
Jestem jedną z wielu osób na tym świecie, którzy nie dają sobie rady z przetrwaniem w tym okropnym świeci. Mimo uśmiechniętych twarzy, ładnych zdjęć, sporadycznych spotkań ze znajomymi, w środku czuje się wrakiem człowieka, małym zagubionym dzieckiem w ciele 17latki.
Nie umiem już sama sobie poradzić, praktycznie z niczym. Szkoła mnie przerasta, kontakty z ludźmi często mnie dołują bardziej niż miałyby mi pomóc. Jestem już w takiej rozsypce, że potrafię się popłakać z powodu braku jakiejkolwiek kontroli nad swoim życiem.
Na tym blogu umieszczałam materiały raz na kilka miesięcy, spróbuje poprawić ten wynik, dużo szczęści daje mi upublicznianie tych materiałów. Zdjęć, które robię, na których jestem...Postaram się dać z siebie więcej, ponieważ bardzo zależy mi na tym blogu, to taka cząstka mnie, którą mogę się podzielić.
Dziękuję Ci za przeczytanie tego tekstu i za poświęcenie czasu mojej osobie.
czwartek, 23 marca 2017
piątek, 23 września 2016
Przykre powroty i nowe początki.
A więc stało się, wróciłam do Polski z powodów rodzinnych. Coś co powinnam zostawić dla siebie. Chciałabym się jednak podzielić moim patrzeniem na tą sytuację. Jest mi przykro, że musiałam zrezygnować z mieszkania w Szwecji. Zakochałam się w tym Państwie, całokształcie. Jednak wychodzę z założenia, że nic nie dzieję się bez przyczyny. Rok tam wiele mnie nauczył, poznałam masę nowych rzeczy, tradycji, zachowań i przede wszystkim przyjaciół na lata. Nigdy nie zapomnę spędzonego tam czasu. Przyzwyczaiłam się już w życiu, że nic co piękne nie jest dane na zawsze. Niczego nie żałuję, świetnie się tam czułam i bawiłam. Na pewno jeszcze tam wrócę. Zdecydowanie gorzej jest jeśli już myślę gdzie muszę wracać. Do Polski. Tak wiem, to moja ojczyzna ale nie chodzi mi dokładnie o Polskę jako o kraj, największym problemem są ludzie. Polacy są specyficzni. Wracając do Polski ciesze się tylko, że będę blisko Rodziny i garstce przyjaciół. Mam nadzieje, że wszystko się jakoś ułoży, jak zawsze. :)
czwartek, 11 lutego 2016
Szwecja - Pierwsze pół roku: wrażenia,porównanie i fakty.
piątek, 14 sierpnia 2015
Szwecja - mój nowy dom
Zostało już postanowione.
Nie ma odwrotu. Wyjechałam za granicę, z uśmiechem na twarzy.
Czemu? Przecież zostawiam najbliższych, przyjaciół, dom, POLSKĘ,
racja dużo rzeczy się zmieni, nie będę miała dwóch kroków do
miejsc, w których kocham spędzać czas, do ludzi, z którymi
świetnie się dogaduje, za to zyskam wiedzę na temat różnic
kulturowych, znajomość języka Angielskiego i Szwedzkiego, nowych
przyjaciół i możliwość lepszej przyszłości. Przede wszystkim
zderzę się z zupełnie inną rzeczywistością niż w Polsce. Tutaj
Ludzie mają troszkę inne podejście do życia i różnych spraw.
Normalne zachowanie osób w moim otoczeniu po prostu mnie zaskakuje,
momentami aż opada mi szczęka, gdy dowiaduję się jakiś
ciekawostek na temat tego kraju i jego mieszkańców.
Decyzja o wyjeździe była podjęta już rok temu lecz różne przeciwności losu, problemy dnia codziennego oraz sprawy papierkowe nie pozwoliły na wyprowadzkę w tamtym czasie. Może to i dobrze, ukończyłam gimnazjum w Polsce, psychicznie się nastawiłam na opuszczenie kraju, rodziny i wszystkiego czego będzie mi tutaj brakować. Przygotowałam większość znajomych na pożegnanie. Co prawda nie da się na zapas spędzić czasu z tymi na których mi najbardziej zależy ale to nie jest chyba aż tak trudne, mogę się mylić. Czas pokaże, pewnie zdziwię się sama, że tak szybko zatęsknię. Gdy już mówimy o czasie to sama nie wiem jak szybko to minęło. Pamiętam jak dowiedziałam się, że na pewno wyjadę bo mamy już wynajęte mieszkanie, było to chyba krótko przed zakończeniem roku. Następnie od 11 lipca odliczałam miesiąc dzień po dniu, czym bliżej wyjazdu tym większa obawa i radość, sama nie wiem do dziś co czuję. Jadąc do Gdańska byłam podekscytowana.
Decyzja o wyjeździe była podjęta już rok temu lecz różne przeciwności losu, problemy dnia codziennego oraz sprawy papierkowe nie pozwoliły na wyprowadzkę w tamtym czasie. Może to i dobrze, ukończyłam gimnazjum w Polsce, psychicznie się nastawiłam na opuszczenie kraju, rodziny i wszystkiego czego będzie mi tutaj brakować. Przygotowałam większość znajomych na pożegnanie. Co prawda nie da się na zapas spędzić czasu z tymi na których mi najbardziej zależy ale to nie jest chyba aż tak trudne, mogę się mylić. Czas pokaże, pewnie zdziwię się sama, że tak szybko zatęsknię. Gdy już mówimy o czasie to sama nie wiem jak szybko to minęło. Pamiętam jak dowiedziałam się, że na pewno wyjadę bo mamy już wynajęte mieszkanie, było to chyba krótko przed zakończeniem roku. Następnie od 11 lipca odliczałam miesiąc dzień po dniu, czym bliżej wyjazdu tym większa obawa i radość, sama nie wiem do dziś co czuję. Jadąc do Gdańska byłam podekscytowana.
Gdy
wjeżdżałam na prom, emocje mi trochę opadły, cały czas w głowię
miałam mnóstwo pytań; „Co Ja tu robię ? Czy ja tego chcę? Dam
sobie radę ? A co z językiem ? Przecież po szwedzku nie wiem nawet
jak jest Dzień Dobry.” Po jakimś czasie, gdy czekaliśmy aż prom
ruszy, zdałam sobie sprawę, że nie mogę się nakręcać, nie mogę
o tym tak myśleć bo zwariuję. Przez 19 godzin na morzu dałam
sobie spokój z tego typu myślami. Całkowicie o tym zapomniałam,
chodziłam po pokładzie, jadłam kolację, później śniadanie bez
żadnych wyjątkowych wrażeń. Zjechaliśmy z promu, jechaliśmy
drogą do nowego domu, strasznie dłużył mi się czas, jechałam,
jechałam i dojechać nie mogłam. Przed domem stał Dawid, kolega
mojego ojczyma z żoną Alicją, przywitali nas, przez chwilę
poczułam się jak bym ich tylko odwiedzała. W końcu, stałam przed
drzwiami do nowego domu, przeszedł mnie dreszczyk, powoli weszłam
do domu, o wiele większego od tego w którym mieszkałam dotychczas,
przyznam, że przez kilka godzin myliłam łazienkę z kuchnią i nie
mogłam znaleźć pokoi. Trochę trwało zanim wyjęliśmy wszystkie
torby, walizki, reklamówki i kartony z samochodów. Pierwszego dnia
rozpakowałam kilka pudeł, poukładałam ciuchy i porobiłam kilka
rzeczy, które wiadomo, że przy przeprowadzce są normalne. Byłam
tak zmęczona wrażeniami, podróżą. Bardzo szybko zasnęłam.
Obudziłam się o 8 ze świadomością, że mam godzinę na
wyszykowanie się bo od rana mieliśmy pozałatwiać sprawy w
urzędzie i mojej nowej szkole. Gdy wypełnialiśmy papiery,
rozmawialiśmy z osobami, które miały nam pomóc zapisać mnie do
szkoły itd., byłam trochę zażenowana , totalnie nie rozumiałam
co oni mówią. Dawid wszystko nam tłumaczył, swoją drogą
Szwedzki tak fajnie brzmi, troszkę śmiesznie. Gdy tylko widziałam,
że rozmawiają o mnie, uśmiechałam się. To mi tylko pozostało.
Na koniec dnia pojechaliśmy ze znajomymi nad jezioro i zrobiliśmy
grilla, to był taki czas żeby się odstresować, zapomnieć o
wyzwaniach, które będą mnie teraz czekać. Od samego wyjazdu z
Polski minęło już 3 dni, z tego dwa naprawdę męczące, jak na
razie czuję się świetnie. Nie wiem jak to się wszystko potoczy,
trzymam kciuki za samą siebie. Boję się wielu nowych rzeczy ale
wiem też, że strach ma tylko wielkie oczy.
niedziela, 22 marca 2015
Komplikacje na blogu i na co dzień.
Strasznie
mi głupio, że nie wywiązałam się z obietnicy. Miałam pisać co
tydzień, niestety ostatnio działo się bardzo dużo. Nie mogłam
sobie z wieloma sprawami poradzić. Ale główną przyczyną przerwy
w blogowaniu miałam przez brak weny, internetu i sprawnego laptopa.
Chciałabym przeprosić tych, którzy czekali na wpis, choć mówię
do tylu liczby osób których bym policzyła na palcach jednej ręki.
Dawno już nie pisałam i troszkę mi tego brakowało, dobrze jest
spisać swoje myśli. Dość pisania o niczym.
Dużo się u mnie ostatnio wydarzyło. Przede wszystkim rehabilitacje, zajęcia indywidualne i wiele innych nudnych obowiązków. Byłam tak zabiegana, sama nie wiem czym. Siedząc w domu nie mam czasu praktycznie na nic. Nie wychodzę zbyt często ze znajomymi bo moje zdrowie mi na to nie pozwala. Spotykam się z moją najwspanialszą przyjaciółką i kilkoma innymi osobami. Gdy już zaczęłam mówić o przyjaciółce to powiem tylko, że jest ona bardzo potrzebna, teraz gdy jestem częściowo odizolowana on moich rówieśników, biegam po szpitalach, mam lekcje w domu i mam tysiąc innych problemów, jest mi potrzebna taka osoba, przy której mogę o tym wszystkim zapomnieć.
Wracając do mojego szybko toczącego się życia, trudno mi było znaleźć czas na spotkania towarzyskie, przeczytanie książki, pisanie na blogu. Nie miałam siły i ochoty, byłam wciąż zmęczona.W między czasie zrobiłam remont pokoju, z czego jestem niesamowicie dumna, lubię projektować wnętrza. Projektowałam bardzo wiele pomieszczeń ale mój pokój jest moim pierwszym wykonanym projektem. Aktualnie siedzę w domu i cierpię z powodu anginy.
Przez cały ten czas, który nie pisałam, spędziłam kilka naprawdę pięknych chwil, dzięki, którym budzę się z uśmiechem na twarzy, każdego dnia. Byłam dwa razy w Niemczech odwiedzić mojego wspaniałego Brata. Odwiedziło mnie kilku znajomych. Brakowało mi rozmów i wygłupów. Ale gdy tak się spotykałam z ludźmi, odpoczywałam od życia to najbardziej brakowało mi pisania na blogu. Nie mogłam znaleźć w sobie żadnego tematu. Mam nadzieję, że mój kryzys zniknął. W tym momencie mogę zakończyć wpis. Oby do następnego ! :)
Dużo się u mnie ostatnio wydarzyło. Przede wszystkim rehabilitacje, zajęcia indywidualne i wiele innych nudnych obowiązków. Byłam tak zabiegana, sama nie wiem czym. Siedząc w domu nie mam czasu praktycznie na nic. Nie wychodzę zbyt często ze znajomymi bo moje zdrowie mi na to nie pozwala. Spotykam się z moją najwspanialszą przyjaciółką i kilkoma innymi osobami. Gdy już zaczęłam mówić o przyjaciółce to powiem tylko, że jest ona bardzo potrzebna, teraz gdy jestem częściowo odizolowana on moich rówieśników, biegam po szpitalach, mam lekcje w domu i mam tysiąc innych problemów, jest mi potrzebna taka osoba, przy której mogę o tym wszystkim zapomnieć.
Wracając do mojego szybko toczącego się życia, trudno mi było znaleźć czas na spotkania towarzyskie, przeczytanie książki, pisanie na blogu. Nie miałam siły i ochoty, byłam wciąż zmęczona.W między czasie zrobiłam remont pokoju, z czego jestem niesamowicie dumna, lubię projektować wnętrza. Projektowałam bardzo wiele pomieszczeń ale mój pokój jest moim pierwszym wykonanym projektem. Aktualnie siedzę w domu i cierpię z powodu anginy.
Przez cały ten czas, który nie pisałam, spędziłam kilka naprawdę pięknych chwil, dzięki, którym budzę się z uśmiechem na twarzy, każdego dnia. Byłam dwa razy w Niemczech odwiedzić mojego wspaniałego Brata. Odwiedziło mnie kilku znajomych. Brakowało mi rozmów i wygłupów. Ale gdy tak się spotykałam z ludźmi, odpoczywałam od życia to najbardziej brakowało mi pisania na blogu. Nie mogłam znaleźć w sobie żadnego tematu. Mam nadzieję, że mój kryzys zniknął. W tym momencie mogę zakończyć wpis. Oby do następnego ! :)
piątek, 10 października 2014
Problemy zdrowotne.
Nie chciałam pisać o rzeczach przykrych, czy smutnych na samym początku
blogu. Nie chcę ukrywać przed wami, że mam problemy ze zdrowiem. A dokładniej z
moimi stawami. Przeskakujące
kości, ścięgna to u mnie normalne, ‘wypadające’ stawy
również. Przybliżając wam moje schorzenie. Od 4 lat mam problemy z
kręgosłupem,
gdy chciałam umyć włosy, musiałam zawsze wejść pod prysznic, czasami gdy
miałam mało czasu i nie chciałam go tracić na wchodzenie ‘całej mnie’
pod prysznic nachylałam
się i myłam w włosy misce, czy pod zlewem. Potwornie bolał mnie wtedy
kręgosłup.
W podstawówce na lekcji wf, dostałam piłką do siatkówki w plecy,
zaczęłam
płakać i zadzwoniłam po Mamę by mnie odebrała ze szkoły. Pojechałyśmy do
szpitala. Przyjeli mnie na oddział na tydzień i wystawili mi diagnozę
‘Nerwo-bóle’.
W tym samym czasie strasznie bolały mnie kolana i nie mogłam klękać,
przeskakiwały
mi. Pytałam się Mamy ‘dlaczego?’ odpowiadała, że przez dojrzewanie. Po
około 2
latach na lekcji wf gdy z koleżankami z klasy miałyśmy rozgrzewkę a dokładnie ćwiczenie polegające na krążeniu biodrami. Zapytałam się koleżanek czy im też ‘wyskakują’ biodra. Zdziwione odparły, że nie. Wracając do domu cały czas o tym myślałam. Wieczorem siedziałam z Mamą w salonie i oglądałyśmy seriale. Powiedziałam jej, że zauważyłam coś dziwnego w poruszaniu się moich bioder. Gdy pokazałam jak mi wyskakują. Mama była przerażona, niedługo później poszłyśmy do lekarza. Od tamtego czasu wiedziałam,że mam ‘trzaskające biodra’. Lekarz chciał przeprowadzić operację stawów. Ale nie zgodziłam się ze względu na strach. Przecież ‘sztuczne stawy’ to już nie moje. A jeżeli przestałabym chodzić ? WYKLUCZONE. Operacja odpada.
Dostałam cało roczne zwolnienie na wf (Był to listopad 2013/II klasa gimnazjum).
We wrześniu tego roku na lekcji wf (Pechowa lekcja.)
idąc powoli dookoła bieżni. Wyskoczyły mi dwa biodra, padłam na ziemie (Oczywiście wcześniej mi wypadały, ale nie tak mocno.). Nie mogłam wstać, zaczełam wewnętrznie krzyczeć. Łzy spływały mi po policzku. Dziewczyny z klasy pobiegły po nauczyciela, który zadzwonił po karetkę.
Gdy siedziałam już w środku, słyszałam jakieś pytania przez mgłę ‘Gdzie mieszkasz ?’;’Jak masz na Imię, Nazwisko?’. Przez ten masakryczny ból podałam adres, tylko trochę skomplikowany, ulicę na której mieszka moja Babcia i numer domu, w którym mieszkam Ja. Nawet się nie spostrzegłam gdy na mojej ręce widniał już wenflon. Gdy dojechałam do szpitala, zaczął działać lek przeciwbólowy, który podali mi w karetce. Leżałam na noszach i trzymałam się mocno nóg, bo bałam się, że mi wylecą, naprawdę. Wjeżdżając do gabinetu lekarza byłam gotowa na wszystko. Pielęgniarka kazała mi się odwrócić, zdjeła mi leginsy,czy jeansy, nie pamiętam co miałam ubrane. Obsunęła mi niżej bieliznę i dała mi zastrzyk przeciw bólowy, chyba się domyślacie gdzie. W trakcie zastrzyku zaczęłam krzyczeć, bo ponownie strzeliło mi biodro i wiedząc że mam wbitą igłę ‘walczyłam’ sama ze sobą by się nie ruszyć. Pielęgniarka myślała że krzyczę z bólu od robionego mi zastrzyku. Zaśmiała się, co mnie oburzyło, mniejsza o to. Gdy wyciągneła igłę zdrętwiała mi noga od pasa do placów u nóg. Przez to nie mogłam ‘wprowadzić na swoje miejsce’ biodro, zawsze gdy mi wypadało, wykonywałam specyficzny ruch i wskakiwało z powrotem tak gdzie miało być. Ale wtedy nie miałam władzy nad nogą. Przez całą drogę z Gabinetu na inne piętro na ręndgen, krzyczałam i płakałam tak głośno, że nie słyszałam nic innego. Tylko Mnie.
Na ‘rędgenie’ dwóch panów musiało mnie trzymać, bo żeby zrobić zdjęcie rentgenowskie nie można się ruszać, a ja się cała trzęsłam z bólu. Najgorzej było gdy z noszy musieli mnie przełożyć na ten stół do zdjęć, myślałam, że umrę z bólu. Nikomu nie życzę takiej sytuacji. Po jakimś czasie doznałam ulgi. Miałam robione badanie USG bioder. Po upływie 40 minutach przewieźli mnie specjalnym samochodem do innego szpitala, gdzie mieli potrzebne przyrządy i specjalistów, którzy mogli mi pomóc. W szpitalu zostałam na tydzień. Przez pierwsze dwa dni, nie mogłam chodzić, jeździłam na wózku. Gdy trzeciego dnia zrobiłam ‘pierwsze kroczki’ byłam z siebie dumna.
Wyszłam ze szpitala jakoś pod koniec września. Do dziś (10 październik) miałam rehabilitację i fizjoterapię(Przeskakują mi biodra, kostki, kolana, nadgarstki, barki i kręgosłup oraz wiele innych stawów.). Nie chodzę do szkoły, ale staram się by mieć zajęcia indywidualne w domu. Za dwa tygodnie wyjeżdżam na miesiąc do Sanatorium. Nigdy nie byłam w sanatorium, tym bardziej w górach. To jest 700km od mojego domu. Przez cały miesiąc moja mama mnie nie odwiedzi. Będą miała tam dostęp do internetu, więc cieszę się, że będę miała bieżące informacje o moim blogu.Wczoraj n rehabilitacji miałam nastawiany Bark bo mi się zwichną, co też u mnie jest coraz częstsze, za to dziś rehabilitant nastawił mi kręgosłup.) O dalszej historii mojej ‘wady’, będę was informować, jeżeli was to interesuje.
Mam tu dla Was jeszcze zdjęcia ze szpitala.
latach na lekcji wf gdy z koleżankami z klasy miałyśmy rozgrzewkę a dokładnie ćwiczenie polegające na krążeniu biodrami. Zapytałam się koleżanek czy im też ‘wyskakują’ biodra. Zdziwione odparły, że nie. Wracając do domu cały czas o tym myślałam. Wieczorem siedziałam z Mamą w salonie i oglądałyśmy seriale. Powiedziałam jej, że zauważyłam coś dziwnego w poruszaniu się moich bioder. Gdy pokazałam jak mi wyskakują. Mama była przerażona, niedługo później poszłyśmy do lekarza. Od tamtego czasu wiedziałam,że mam ‘trzaskające biodra’. Lekarz chciał przeprowadzić operację stawów. Ale nie zgodziłam się ze względu na strach. Przecież ‘sztuczne stawy’ to już nie moje. A jeżeli przestałabym chodzić ? WYKLUCZONE. Operacja odpada.
Dostałam cało roczne zwolnienie na wf (Był to listopad 2013/II klasa gimnazjum).
We wrześniu tego roku na lekcji wf (Pechowa lekcja.)
idąc powoli dookoła bieżni. Wyskoczyły mi dwa biodra, padłam na ziemie (Oczywiście wcześniej mi wypadały, ale nie tak mocno.). Nie mogłam wstać, zaczełam wewnętrznie krzyczeć. Łzy spływały mi po policzku. Dziewczyny z klasy pobiegły po nauczyciela, który zadzwonił po karetkę.
Gdy siedziałam już w środku, słyszałam jakieś pytania przez mgłę ‘Gdzie mieszkasz ?’;’Jak masz na Imię, Nazwisko?’. Przez ten masakryczny ból podałam adres, tylko trochę skomplikowany, ulicę na której mieszka moja Babcia i numer domu, w którym mieszkam Ja. Nawet się nie spostrzegłam gdy na mojej ręce widniał już wenflon. Gdy dojechałam do szpitala, zaczął działać lek przeciwbólowy, który podali mi w karetce. Leżałam na noszach i trzymałam się mocno nóg, bo bałam się, że mi wylecą, naprawdę. Wjeżdżając do gabinetu lekarza byłam gotowa na wszystko. Pielęgniarka kazała mi się odwrócić, zdjeła mi leginsy,czy jeansy, nie pamiętam co miałam ubrane. Obsunęła mi niżej bieliznę i dała mi zastrzyk przeciw bólowy, chyba się domyślacie gdzie. W trakcie zastrzyku zaczęłam krzyczeć, bo ponownie strzeliło mi biodro i wiedząc że mam wbitą igłę ‘walczyłam’ sama ze sobą by się nie ruszyć. Pielęgniarka myślała że krzyczę z bólu od robionego mi zastrzyku. Zaśmiała się, co mnie oburzyło, mniejsza o to. Gdy wyciągneła igłę zdrętwiała mi noga od pasa do placów u nóg. Przez to nie mogłam ‘wprowadzić na swoje miejsce’ biodro, zawsze gdy mi wypadało, wykonywałam specyficzny ruch i wskakiwało z powrotem tak gdzie miało być. Ale wtedy nie miałam władzy nad nogą. Przez całą drogę z Gabinetu na inne piętro na ręndgen, krzyczałam i płakałam tak głośno, że nie słyszałam nic innego. Tylko Mnie.
Na ‘rędgenie’ dwóch panów musiało mnie trzymać, bo żeby zrobić zdjęcie rentgenowskie nie można się ruszać, a ja się cała trzęsłam z bólu. Najgorzej było gdy z noszy musieli mnie przełożyć na ten stół do zdjęć, myślałam, że umrę z bólu. Nikomu nie życzę takiej sytuacji. Po jakimś czasie doznałam ulgi. Miałam robione badanie USG bioder. Po upływie 40 minutach przewieźli mnie specjalnym samochodem do innego szpitala, gdzie mieli potrzebne przyrządy i specjalistów, którzy mogli mi pomóc. W szpitalu zostałam na tydzień. Przez pierwsze dwa dni, nie mogłam chodzić, jeździłam na wózku. Gdy trzeciego dnia zrobiłam ‘pierwsze kroczki’ byłam z siebie dumna.
Wyszłam ze szpitala jakoś pod koniec września. Do dziś (10 październik) miałam rehabilitację i fizjoterapię(Przeskakują mi biodra, kostki, kolana, nadgarstki, barki i kręgosłup oraz wiele innych stawów.). Nie chodzę do szkoły, ale staram się by mieć zajęcia indywidualne w domu. Za dwa tygodnie wyjeżdżam na miesiąc do Sanatorium. Nigdy nie byłam w sanatorium, tym bardziej w górach. To jest 700km od mojego domu. Przez cały miesiąc moja mama mnie nie odwiedzi. Będą miała tam dostęp do internetu, więc cieszę się, że będę miała bieżące informacje o moim blogu.Wczoraj n rehabilitacji miałam nastawiany Bark bo mi się zwichną, co też u mnie jest coraz częstsze, za to dziś rehabilitant nastawił mi kręgosłup.) O dalszej historii mojej ‘wady’, będę was informować, jeżeli was to interesuje.
Mam tu dla Was jeszcze zdjęcia ze szpitala.
Dziękuję za przeczytanie tego dość długiego posta.
Mam nadzieje, że dowiedzieliście się o mnie czegoś przydatnego.
czwartek, 9 października 2014
♥Jesień♥
Wczoraj popołudniu poszłam z przyjaciółką na dróżkę prowadzącą do lasu, niedaleko mojego domu.
Patrycja zrobiła mi kilka naprawdę fajnych zdjęć. Chciałabym Wam je pokazać, i mam nadzieje, że spodobają się Wam tak, jak mi. Osobiście interesuję się zdjęciami. A szczególnie pozowaniem, do zdjęć robionych przez Patrycje. Ja, również robię jej zdjęcia, sądzę jednak, że mniej efektywne od tych co Ona. Nie przedłużając oto one :
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)









