piątek, 14 sierpnia 2015

Szwecja - mój nowy dom

Zostało już postanowione. Nie ma odwrotu. Wyjechałam za granicę, z uśmiechem na twarzy. Czemu? Przecież zostawiam najbliższych, przyjaciół, dom, POLSKĘ, racja dużo rzeczy się zmieni, nie będę miała dwóch kroków do miejsc, w których kocham spędzać czas, do ludzi, z którymi świetnie się dogaduje, za to zyskam wiedzę na temat różnic kulturowych, znajomość języka Angielskiego i Szwedzkiego, nowych przyjaciół i możliwość lepszej przyszłości. Przede wszystkim zderzę się z zupełnie inną rzeczywistością niż w Polsce. Tutaj Ludzie mają troszkę inne podejście do życia i różnych spraw. Normalne zachowanie osób w moim otoczeniu po prostu mnie zaskakuje, momentami aż opada mi szczęka, gdy dowiaduję się jakiś ciekawostek na temat tego kraju i jego mieszkańców.
Decyzja o wyjeździe była podjęta już rok temu lecz różne przeciwności losu, problemy dnia codziennego oraz sprawy papierkowe nie pozwoliły na wyprowadzkę w tamtym czasie. Może to i dobrze, ukończyłam gimnazjum w Polsce, psychicznie się nastawiłam na opuszczenie kraju, rodziny i wszystkiego czego będzie mi tutaj brakować. Przygotowałam większość znajomych na pożegnanie. Co prawda nie da się na zapas spędzić czasu z tymi na których mi najbardziej zależy ale to nie jest chyba aż tak trudne, mogę się mylić. Czas pokaże, pewnie zdziwię się sama, że tak szybko zatęsknię. Gdy już mówimy o czasie to sama nie wiem jak szybko to minęło. Pamiętam jak dowiedziałam się, że na pewno wyjadę bo mamy już wynajęte mieszkanie, było to chyba krótko przed zakończeniem roku. Następnie od 11 lipca odliczałam miesiąc dzień po dniu, czym bliżej wyjazdu tym większa obawa i radość, sama nie wiem do dziś co czuję. Jadąc do Gdańska byłam podekscytowana.
Gdy wjeżdżałam na prom, emocje mi trochę opadły, cały czas w głowię miałam mnóstwo pytań; „Co Ja tu robię ? Czy ja tego chcę? Dam sobie radę ? A co z językiem ? Przecież po szwedzku nie wiem nawet jak jest Dzień Dobry.” Po jakimś czasie, gdy czekaliśmy aż prom ruszy, zdałam sobie sprawę, że nie mogę się nakręcać, nie mogę o tym tak myśleć bo zwariuję. Przez 19 godzin na morzu dałam sobie spokój z tego typu myślami. Całkowicie o tym zapomniałam, chodziłam po pokładzie, jadłam kolację, później śniadanie bez żadnych wyjątkowych wrażeń. Zjechaliśmy z promu, jechaliśmy drogą do nowego domu, strasznie dłużył mi się czas, jechałam, jechałam i dojechać nie mogłam. Przed domem stał Dawid, kolega mojego ojczyma z żoną Alicją, przywitali nas, przez chwilę poczułam się jak bym ich tylko odwiedzała. W końcu, stałam przed drzwiami do nowego domu, przeszedł mnie dreszczyk, powoli weszłam do domu, o wiele większego od tego w którym mieszkałam dotychczas, przyznam, że przez kilka godzin myliłam łazienkę z kuchnią i nie mogłam znaleźć pokoi. Trochę trwało zanim wyjęliśmy wszystkie torby, walizki, reklamówki i kartony z samochodów. Pierwszego dnia rozpakowałam kilka pudeł, poukładałam ciuchy i porobiłam kilka rzeczy, które wiadomo, że przy przeprowadzce są normalne. Byłam tak zmęczona wrażeniami, podróżą. Bardzo szybko zasnęłam. Obudziłam się o 8 ze świadomością, że mam godzinę na wyszykowanie się bo od rana mieliśmy pozałatwiać sprawy w urzędzie i mojej nowej szkole. Gdy wypełnialiśmy papiery, rozmawialiśmy z osobami, które miały nam pomóc zapisać mnie do szkoły itd., byłam trochę zażenowana , totalnie nie rozumiałam co oni mówią. Dawid wszystko nam tłumaczył, swoją drogą Szwedzki tak fajnie brzmi, troszkę śmiesznie. Gdy tylko widziałam, że rozmawiają o mnie, uśmiechałam się. To mi tylko pozostało. Na koniec dnia pojechaliśmy ze znajomymi nad jezioro i zrobiliśmy grilla, to był taki czas żeby się odstresować, zapomnieć o wyzwaniach, które będą mnie teraz czekać. Od samego wyjazdu z Polski minęło już  3 dni, z tego dwa naprawdę męczące, jak na razie czuję się świetnie. Nie wiem jak to się wszystko potoczy, trzymam kciuki za samą siebie. Boję się wielu nowych rzeczy ale wiem też, że strach ma tylko wielkie oczy.