Nie chciałam pisać o rzeczach przykrych, czy smutnych na samym początku
blogu. Nie chcę ukrywać przed wami, że mam problemy ze zdrowiem. A dokładniej z
moimi stawami. Przeskakujące
kości, ścięgna to u mnie normalne, ‘wypadające’ stawy
również. Przybliżając wam moje schorzenie. Od 4 lat mam problemy z
kręgosłupem,
gdy chciałam umyć włosy, musiałam zawsze wejść pod prysznic, czasami gdy
miałam mało czasu i nie chciałam go tracić na wchodzenie ‘całej mnie’
pod prysznic nachylałam
się i myłam w włosy misce, czy pod zlewem. Potwornie bolał mnie wtedy
kręgosłup.
W podstawówce na lekcji wf, dostałam piłką do siatkówki w plecy,
zaczęłam
płakać i zadzwoniłam po Mamę by mnie odebrała ze szkoły. Pojechałyśmy do
szpitala. Przyjeli mnie na oddział na tydzień i wystawili mi diagnozę
‘Nerwo-bóle’.
W tym samym czasie strasznie bolały mnie kolana i nie mogłam klękać,
przeskakiwały
mi. Pytałam się Mamy ‘dlaczego?’ odpowiadała, że przez dojrzewanie. Po
około 2
latach na lekcji wf gdy z koleżankami z klasy miałyśmy rozgrzewkę a dokładnie ćwiczenie polegające na krążeniu biodrami. Zapytałam się koleżanek czy im też ‘wyskakują’ biodra. Zdziwione odparły, że nie. Wracając do domu cały czas o tym myślałam. Wieczorem siedziałam z Mamą w salonie i oglądałyśmy seriale. Powiedziałam jej, że zauważyłam coś dziwnego w poruszaniu się moich bioder. Gdy pokazałam jak mi wyskakują. Mama była przerażona, niedługo później poszłyśmy do lekarza. Od tamtego czasu wiedziałam,że mam ‘trzaskające biodra’. Lekarz chciał przeprowadzić operację stawów. Ale nie zgodziłam się ze względu na strach. Przecież ‘sztuczne stawy’ to już nie moje. A jeżeli przestałabym chodzić ? WYKLUCZONE. Operacja odpada.
Dostałam cało roczne zwolnienie na wf (Był to listopad 2013/II klasa gimnazjum).
We wrześniu tego roku na lekcji wf (Pechowa lekcja.)
idąc powoli dookoła bieżni. Wyskoczyły mi dwa biodra, padłam na ziemie (Oczywiście wcześniej mi wypadały, ale nie tak mocno.). Nie mogłam wstać, zaczełam wewnętrznie krzyczeć. Łzy spływały mi po policzku. Dziewczyny z klasy pobiegły po nauczyciela, który zadzwonił po karetkę.
Gdy siedziałam już w środku, słyszałam jakieś pytania przez mgłę ‘Gdzie mieszkasz ?’;’Jak masz na Imię, Nazwisko?’. Przez ten masakryczny ból podałam adres, tylko trochę skomplikowany, ulicę na której mieszka moja Babcia i numer domu, w którym mieszkam Ja. Nawet się nie spostrzegłam gdy na mojej ręce widniał już wenflon. Gdy dojechałam do szpitala, zaczął działać lek przeciwbólowy, który podali mi w karetce. Leżałam na noszach i trzymałam się mocno nóg, bo bałam się, że mi wylecą, naprawdę. Wjeżdżając do gabinetu lekarza byłam gotowa na wszystko. Pielęgniarka kazała mi się odwrócić, zdjeła mi leginsy,czy jeansy, nie pamiętam co miałam ubrane. Obsunęła mi niżej bieliznę i dała mi zastrzyk przeciw bólowy, chyba się domyślacie gdzie. W trakcie zastrzyku zaczęłam krzyczeć, bo ponownie strzeliło mi biodro i wiedząc że mam wbitą igłę ‘walczyłam’ sama ze sobą by się nie ruszyć. Pielęgniarka myślała że krzyczę z bólu od robionego mi zastrzyku. Zaśmiała się, co mnie oburzyło, mniejsza o to. Gdy wyciągneła igłę zdrętwiała mi noga od pasa do placów u nóg. Przez to nie mogłam ‘wprowadzić na swoje miejsce’ biodro, zawsze gdy mi wypadało, wykonywałam specyficzny ruch i wskakiwało z powrotem tak gdzie miało być. Ale wtedy nie miałam władzy nad nogą. Przez całą drogę z Gabinetu na inne piętro na ręndgen, krzyczałam i płakałam tak głośno, że nie słyszałam nic innego. Tylko Mnie.
Na ‘rędgenie’ dwóch panów musiało mnie trzymać, bo żeby zrobić zdjęcie rentgenowskie nie można się ruszać, a ja się cała trzęsłam z bólu. Najgorzej było gdy z noszy musieli mnie przełożyć na ten stół do zdjęć, myślałam, że umrę z bólu. Nikomu nie życzę takiej sytuacji. Po jakimś czasie doznałam ulgi. Miałam robione badanie USG bioder. Po upływie 40 minutach przewieźli mnie specjalnym samochodem do innego szpitala, gdzie mieli potrzebne przyrządy i specjalistów, którzy mogli mi pomóc. W szpitalu zostałam na tydzień. Przez pierwsze dwa dni, nie mogłam chodzić, jeździłam na wózku. Gdy trzeciego dnia zrobiłam ‘pierwsze kroczki’ byłam z siebie dumna.
Wyszłam ze szpitala jakoś pod koniec września. Do dziś (10 październik) miałam rehabilitację i fizjoterapię(Przeskakują mi biodra, kostki, kolana, nadgarstki, barki i kręgosłup oraz wiele innych stawów.). Nie chodzę do szkoły, ale staram się by mieć zajęcia indywidualne w domu. Za dwa tygodnie wyjeżdżam na miesiąc do Sanatorium. Nigdy nie byłam w sanatorium, tym bardziej w górach. To jest 700km od mojego domu. Przez cały miesiąc moja mama mnie nie odwiedzi. Będą miała tam dostęp do internetu, więc cieszę się, że będę miała bieżące informacje o moim blogu.Wczoraj n rehabilitacji miałam nastawiany Bark bo mi się zwichną, co też u mnie jest coraz częstsze, za to dziś rehabilitant nastawił mi kręgosłup.) O dalszej historii mojej ‘wady’, będę was informować, jeżeli was to interesuje.
Mam tu dla Was jeszcze zdjęcia ze szpitala.
latach na lekcji wf gdy z koleżankami z klasy miałyśmy rozgrzewkę a dokładnie ćwiczenie polegające na krążeniu biodrami. Zapytałam się koleżanek czy im też ‘wyskakują’ biodra. Zdziwione odparły, że nie. Wracając do domu cały czas o tym myślałam. Wieczorem siedziałam z Mamą w salonie i oglądałyśmy seriale. Powiedziałam jej, że zauważyłam coś dziwnego w poruszaniu się moich bioder. Gdy pokazałam jak mi wyskakują. Mama była przerażona, niedługo później poszłyśmy do lekarza. Od tamtego czasu wiedziałam,że mam ‘trzaskające biodra’. Lekarz chciał przeprowadzić operację stawów. Ale nie zgodziłam się ze względu na strach. Przecież ‘sztuczne stawy’ to już nie moje. A jeżeli przestałabym chodzić ? WYKLUCZONE. Operacja odpada.
Dostałam cało roczne zwolnienie na wf (Był to listopad 2013/II klasa gimnazjum).
We wrześniu tego roku na lekcji wf (Pechowa lekcja.)
idąc powoli dookoła bieżni. Wyskoczyły mi dwa biodra, padłam na ziemie (Oczywiście wcześniej mi wypadały, ale nie tak mocno.). Nie mogłam wstać, zaczełam wewnętrznie krzyczeć. Łzy spływały mi po policzku. Dziewczyny z klasy pobiegły po nauczyciela, który zadzwonił po karetkę.
Gdy siedziałam już w środku, słyszałam jakieś pytania przez mgłę ‘Gdzie mieszkasz ?’;’Jak masz na Imię, Nazwisko?’. Przez ten masakryczny ból podałam adres, tylko trochę skomplikowany, ulicę na której mieszka moja Babcia i numer domu, w którym mieszkam Ja. Nawet się nie spostrzegłam gdy na mojej ręce widniał już wenflon. Gdy dojechałam do szpitala, zaczął działać lek przeciwbólowy, który podali mi w karetce. Leżałam na noszach i trzymałam się mocno nóg, bo bałam się, że mi wylecą, naprawdę. Wjeżdżając do gabinetu lekarza byłam gotowa na wszystko. Pielęgniarka kazała mi się odwrócić, zdjeła mi leginsy,czy jeansy, nie pamiętam co miałam ubrane. Obsunęła mi niżej bieliznę i dała mi zastrzyk przeciw bólowy, chyba się domyślacie gdzie. W trakcie zastrzyku zaczęłam krzyczeć, bo ponownie strzeliło mi biodro i wiedząc że mam wbitą igłę ‘walczyłam’ sama ze sobą by się nie ruszyć. Pielęgniarka myślała że krzyczę z bólu od robionego mi zastrzyku. Zaśmiała się, co mnie oburzyło, mniejsza o to. Gdy wyciągneła igłę zdrętwiała mi noga od pasa do placów u nóg. Przez to nie mogłam ‘wprowadzić na swoje miejsce’ biodro, zawsze gdy mi wypadało, wykonywałam specyficzny ruch i wskakiwało z powrotem tak gdzie miało być. Ale wtedy nie miałam władzy nad nogą. Przez całą drogę z Gabinetu na inne piętro na ręndgen, krzyczałam i płakałam tak głośno, że nie słyszałam nic innego. Tylko Mnie.
Na ‘rędgenie’ dwóch panów musiało mnie trzymać, bo żeby zrobić zdjęcie rentgenowskie nie można się ruszać, a ja się cała trzęsłam z bólu. Najgorzej było gdy z noszy musieli mnie przełożyć na ten stół do zdjęć, myślałam, że umrę z bólu. Nikomu nie życzę takiej sytuacji. Po jakimś czasie doznałam ulgi. Miałam robione badanie USG bioder. Po upływie 40 minutach przewieźli mnie specjalnym samochodem do innego szpitala, gdzie mieli potrzebne przyrządy i specjalistów, którzy mogli mi pomóc. W szpitalu zostałam na tydzień. Przez pierwsze dwa dni, nie mogłam chodzić, jeździłam na wózku. Gdy trzeciego dnia zrobiłam ‘pierwsze kroczki’ byłam z siebie dumna.
Wyszłam ze szpitala jakoś pod koniec września. Do dziś (10 październik) miałam rehabilitację i fizjoterapię(Przeskakują mi biodra, kostki, kolana, nadgarstki, barki i kręgosłup oraz wiele innych stawów.). Nie chodzę do szkoły, ale staram się by mieć zajęcia indywidualne w domu. Za dwa tygodnie wyjeżdżam na miesiąc do Sanatorium. Nigdy nie byłam w sanatorium, tym bardziej w górach. To jest 700km od mojego domu. Przez cały miesiąc moja mama mnie nie odwiedzi. Będą miała tam dostęp do internetu, więc cieszę się, że będę miała bieżące informacje o moim blogu.Wczoraj n rehabilitacji miałam nastawiany Bark bo mi się zwichną, co też u mnie jest coraz częstsze, za to dziś rehabilitant nastawił mi kręgosłup.) O dalszej historii mojej ‘wady’, będę was informować, jeżeli was to interesuje.
Mam tu dla Was jeszcze zdjęcia ze szpitala.
Dziękuję za przeczytanie tego dość długiego posta.
Mam nadzieje, że dowiedzieliście się o mnie czegoś przydatnego.



Ojeju, bardzo Ci współczuję. :(
OdpowiedzUsuńmuminek-enter.blogspot.com
Dziękuje :)
UsuńCudowny blog, piękne posty oraz wygląd :*
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie byłoby mi bardzo miło gdyby taka blogerka jak Ty
została u mnie na dłużej :*
http://przescignacmarzenia.blogspot.com/
P.S.: WRACAJ DO ZDROWIA!
Dziękuje i jeszcze raz dziękuje, zajrzę do Cb napewno :)
UsuńMam nadzieję, że wszystko będzie dobrze!! -musi być :)
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie!!! :)
http://photograhybytori.blogspot.com/
Też mam taką nadzieję.
UsuńOdwiedzę twojego bloga gdy znajdę na to czas. :))
Oj matko, ale i współczuje :(
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za ciebie :)
Zapraszam do mnie ---> http://justsayhei.blogspot.com/
Dziękuje, Zajrzę :>
Usuńpowrotu do zdrowia :*
OdpowiedzUsuńhttp://rainbboww.blogspot.com/
Dziękuje :)))
UsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńŚwietny blog :) Będę wpadać tu częściej :) Zapraszam do mnie: http://jessicaa-moda.blogspot.com, może obserwacja za obserwacje? Napisz u mnie czy się zgadzasz :) Pozdrawiam - Jessica
OdpowiedzUsuńkurczę, serio Ci współczuję... oczywiście owocnego wyjazdu do sanatorium i poprawy w zdrowiu, kochana! ♥
OdpowiedzUsuńDziękuje, Nigdy w sanatorium nie byłam, mam nadzieje, że zapamiętam ten wyjazd znakomicie. :))
UsuńWszystko będzie dobrze, trzymaj się :) Wracaj do zdrowia!
OdpowiedzUsuńZapraszam serdecznie na mojego bloga,jeśli ci się spodoba, zachęcam do obserwowania i komentowania :))
http://domi-day.blogspot.com/
Dziewczyno współczuję Ci! Mam nadzieję, że te rehabilitacje i sanatorium pomoże Ci i już nie będziesz musiała tyle cierpieć! Życzę zdrowia!
OdpowiedzUsuńxoxo
chudabaza.blogspot.com
życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia... będzie dobrze ;*
OdpowiedzUsuńhttp://pavlinv.wordpress.com/